Po pierwszych dwóch kilometrach wczorajszego biegania czułem się baaardzo zmęczony i nie wyobrażałem sobie dobiegnięcia do końca 50 minutowego treningu. Jednak po tym początkowym mini kryzysie z minuty na minutę biegło mi się coraz lepiej i ostatecznie wyszedł mi najlepszy trening ever :> I to na trasie z ciężkim podbiegiem na którym do niedawna musiałem przechodzić do marszu ,a wczoraj wbiegłem nań DWA razy !! < miejsce na oklaski>
Wynik 8km w 46:26 i ostatecznie 8,6 km ciut poniżej 50 min daje dobrego kopa motywującego na drodze łamania 60 min na 10 km :) Do tego drugi trening z rzędu udało mi się trzymać tętno w zakładanej granicy 75%-85% HrMax. Jutro spróbuje nie wychodzić z przedziału 80% - 85%.
Endo:
Sigma:
Swoją drogą zastanawiam się czy jak się każdą wolną gotówkę przeznacza na sprzęt do biegania to czy jest to już chorobą i czy możną ją leczyć ? :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz