Tydzień po-świąteczny minął mi w ekspresowym tempie. Dwa krótkie treningi dla nabrania świeżości ,spotkanie rodzinne, krótka delegacja i urlop na Śląsku dobiegł końca.
Nie wiem czy taki urok asfaltu czy też moje buty nie nadają się do biegania w dużej temperaturze ,ale nawet przy mojej żółwiej prędkości pokonywania dystansu stopy w nich mi się gotują...a wyglądają na taaaakie przewiewne :/. Jeśli w lesie będą zachowywać się podobnie będę musiał poszukać nowych szczewików stricte na lato..
Jutrzejszy finałowy dzień planu "10km w 10 tygodni" może nie dojść do skutku. W ciągu ostatnich dwóch dni 16 godzin spędziłem w samochodzie i ogólnie jestem cały obolały, że o niewyspaniu już nie wspomnę. Strona z której czerpię wiedzie na temat biegania jasno podpowiada by słuchać swojego ciała i rozsądnie podchodzić do treningów, a na tę chwilę moje ciało krzyczy NIEEE. Nie jestem z powodu tej obsuwy szczególnie szczęśliwy jednak chcę tę dyszkę zrobić w 70 minut (challenge accepted :)) ,a do tego potrzebuje duużo energii. Trzymać kciuki !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz